Polityka: analizy, dyskusje, program

Nasze teksty mają ambicję służyć głębokiej politycznej zmianie. Chcemy, by media organizowały opinię publiczną i reprezentowały ją wobec polityków -- nie tylko rządzących. Chcemy również, by stały się miejscem rzetelnej debaty, w której wykuwa się wizja lepszej Polski, Europy i świata.

Celem jest obywatelskie społeczeństwo

Bez debaty polityka nie jest możliwa. Bez debaty publicznej niemożlliwa jest polityka demokratyczna. Bez mediów jako czwartej władzy w państwie nie ma mowy o demokracji, której instytucje należą do obywateli.

Wyobraź sobie, że zamiast bojkotować Orlen, który uczestniczy w zamachu na niezależne media, co dziesiąty wyborca opozycji przeznacza miesięcznie równowartość jednego litra benzyny na fundusz społecznych mediów.
Wesprzyj projekt obywatelskich mediów

Polityka: analizy, dyskusje, program

Nasze teksty mają ambicję służyć głębokiej politycznej zmianie. Chcemy, by media organizowały opinię publiczną i reprezentowały ją wobec polityków — nie tylko rządzących. Chcemy również, by stały się miejscem rzetelnej debaty, w której wykuwa się wizja lepszej Polski, Europy i świata.

Żółta kartka dla czterech opozycyjnych partii

Dziś w Wyborczej wyniki drugiego sondażu obywatelskiego. Z konkluzjami przyprawiającymi o depresję, ale wciąż wskazującymi, że wspólna lista jest koniecznym warunkiem, jeśli myślimy o jakimkolwiek sukcesie. Ukazał się również w sieci apel Jolanty Sacewicz, adresowany do ruchów i organizacji obywatelskich, w tym do Obywateli RP i również do mnie. Chodzi o demonstracje protestu adresowane tym razem do partii opozycji – postulatem ma być wspólna lista

Nie trzeba mnie wzywać do tablicy. Zawsze byłem za. Obywatele RP zawsze to robili. Teraz też robimy. Nie głosowaliśmy odpowiedzi na adresowane do nas wezwanie. Nie musimy tego robić. Oczywiście zgadzamy się – czterem głównym partiom opozycji, wszystkim czterem, należy się obywatelski protest. I żółta kartka. Pokazywanie jej przez Obywateli RP samotnie niczego już nie da. Nikt nas nie uzna za arbitra. Ale jesteśmy gotowi i wciąż pytamy o gotowość pozostałych. Być może istnieje takie grono, które arbitrem mogłoby się stać. Dziś jedynym arbitrem mającym wpływ na ludzkie opinie i zachowania jest Donald Tusk. Jego autorytet jednak sięga nie wszędzie, a bywa przy tym nadużywany.

Ego? Interes? Rozmawiajmy poważnie. Zwłaszcza na ulicy

Jola Sacewicz wzywa na ulice – i wzywa do presji na partie opozycji. Czy jednak na wszystkie? Z tekstu wynika, że tak, ale historia ostatnich miesięcy każe się przyjrzeć wszystkiemu uważniej. Również dzisiaj w Wyborczej Agnieszka Kublik pisze o Trzeciej Drodze i Lewicy, zauważając, że jeśli obie formacje trafią pod próg wyborczy, przegramy wszyscy. To na szczęście dziś już wyraźnie widać i dobrze, że dostrzegają to komentatorzy. Tekst Agnieszki Kublik budzi jednak dalsze wątpliwości. Kublik wskazuje mianowicie odpowiedzialnych za nieszczęście, ku któremu zmierzamy, skoro na wspólną listę wyborczą nie było nas stać. Jej zdaniem odpowiedzialność spada na tych, którzy odmawiając i idąc osobno balansują w okolicach wyborczego progu.

To odpowiada komentarzom, które słyszymy od miesięcy i prawdopodobnie większość z nas ma właśnie takie przekonanie. Tymczasem odpowiedzialność za powodzenie projektu wspólnej listy – podkreślam słowo „wspólna” bo ono znaczy więcej niż „jedna” – spoczywa również na autorach propozycji. Jeśli sformułowana jest źle, trudno oczekiwać, że zostanie podjęta. A tak się właśnie stało. Politycy żadnej partii – również PO wzywającej do wspólnej listy – nie poświęcili nawet 5 minut poważnemu myśleniu o niej. To, co widzieliśmy z ich strony, to przekazy dnia. Wyłącznie PR-owe zagrywki. Ze strony PO skuteczne. Ze strony Lewicy zręcznie „zarządzające wizerunkowym kryzysem”, zresztą bardzo lekkim. Ze strony Pl2050 i PSL fatalne. Ale to tylko PR, choć w umysłach skołowanej publiczności polityka i PR to już są rzeczy nierozróżnialne.

Jak by nie patrzeć, oczywisty projekt wspólnej listy zakończył się fiaskiem. Opinie mówią o rozdętym ego liderów (wyłącznie płci męskiej), o interesowności partyjnych aparatów (tu chodzi między innymi o wysokość partyjnych subwencji). Wyjaśnień – mniej lub bardziej trafnych – jest cała masa. Może warto porzucić język oskarżeń i pretensji. Połajanki o rozdętym ego nie wyleczą przecież z narcyzmu polityka – mogą go co najwyżej wykluczyć z gry, a tego nie chcemy wiedząc już dziś, że którakolwiek z opozycyjnych partii pod wyborczym progiem to nieszczęście dla nas wszystkich. Może pomyślmy o przeszkodach na drodze do wspólnej listy jako o okolicznościach istniejących obiektywnie poza naszą wolą. Może pomyślmy stworzeniu takich okoliczności, w których kalkulacje interesownych lub nie polityków wskażą rozwiązanie naprawdę dobre. Bo dobre rozwiązanie przecież znamy. Ma tylko jedną wadę – nie chce go nikt z tych, którzy mieliby je zrealizować. Dlaczego? Jak to zmienić? O ile jeszcze się da?

Warunki

Konieczne warunki powodzenia projektu powinniśmy dziś widzieć lepiej niż jeszcze rok temu, kiedy wydawało nam się, że projekt jest realny. Wiadomo, co nie zadziałało. Wbrew sobie nie piszę o programie. Po pierwsze dlatego, że w powszechnej opinii szkoda na to czasu, skoro pilniejszym problemem jest widmo wyborczej porażki. Po drugie dlatego, że w oczywisty sposób do wyborów powinien dziś stanąć ruch wielkiej ustrojowej zmiany z zadaniem bardzo gruntownej, konstytucyjnej naprawy państwa. Każdy postulat „politycznej normalności”, najzwyklejsza nawet „ciepła woda w kranie”, nie wspominając o prawach człowieka i politycznej podmiotowości całych wielkich grup społecznych – wszystko wymaga dziś właśnie tego: odsunięcia populistów i stworzenia ustrojowych ram, w których demokracji nic nie zagraża. Odsuwając te sprawy bok, wymieńmy konieczne strategiczne warunki wspólnej listy.

  • Partie (i inni pretendujący w wyborach) nie porzucają konkurencji między sobą nawet na chwilę. I jej nie porzucą. Propozycja wspólnej listy w tę konkurencję się wpisuje. Kiedy z inicjatywą występuje PO, pozostali obawiają się dominacji. Jeśli z inicjatywą wystąpią oni (nie występują), dają sygnał własnej słabości, popełniają podstawowy marketingowy błąd obwieszczając na starcie kampanii, że nie liczą na samodzielne zwycięstwo. Muszą się przy tym liczyć z odmową silniejszych partnerów, która dodatkowo osłabi ich pozycję. Propozycja wspólnej listy musi zawierać w sobie gwarancję bezstronnego arbitrażu. Nie może więc pochodzić od żadnej z partii – zwłaszcza od partii najsilniejszej. Musi pochodzić od obywatelskiego komitetu. Gdyby grupował on wszystkie ruchy i organizacje obywatelskie oraz publiczne znakomitości aktywne w ciągu ostatnich ośmiu lat oporu przeciw władzy PiS, być może byłaby szansa. Tej szansy zabrakło.
  • Oferta wspólnej listy musi być politycznie silna. Tak, by każdy, kto „pójdzie osobno” wiedział, że skończy pod progiem. Ten warunek spełnia się dzisiaj w karykaturalny sposób. Skutkiem dotychczasowej kampanii na rzecz wspólnej listy jest znak równości pomiędzy nią, a listą KO. Zamiast jednej listy mamy listę jedyną – jedyną nad progiem. Taki właśnie będzie – co pokazują poprzednie doświadczenia wyborcze – ostateczny werdykt przerażonych trzecią kadencją PiS zrozpaczonych wyborców. Niezależnie od własnych sympatii poprą ostatecznie najsilniejszego – jak kiedyś zrobili to np. zwolennicy Wiosny Biedronia, z których większość ostatecznie zagłosowała na Koalicję Europejską skonstruowaną wówczas pod patronatem PO przez Grzegorza Schetynę. Zręczniejszego i skuteczniejszego – zadziwiające to, ale prawdziwe – od Donalda Tuska. Tak zrealizowana gwarancja politycznej skuteczności jednej listy przyniesie efekt katastrofalny, bo tylko bardzo nieznacznie podniesie maksymalny pułap poparcia ponad ten, którym dziś dysponuje Koalicja Obywatelska – a to zdecydowanie nie wystarczy. To nie jedna z partii ma orzekać, kto jest, a kto nie jest patriotą – by użyć sformułowania Tuska adresowanego do Trzeciej Drogi w reakcji na „konsultacje” w sprawie reformy edukacji – to musi zrobić pluralistyczna opinia publiczna, więc właśnie ów wspomniany obywatelski komitet grupujący wszystkie źródła społecznego autorytetu.
  • Partie nie są w stanie zrezygnować z konkurencji i nie chcą nie móc się suwerenie policzyć. Dla nich – słusznie lub nie, to inna sprawa – to być albo nie być. Wynika z tego, że bez przynajmniej czegoś w rodzaju prawyborów tu się nie obejdzie. W specyficzny sposób widać to przy okazji „paktu senackiego”. Żadne uzgodnienia tu nie pomogą nawet w relacjach między partiami (które w 2019 połamały własny „pakt” w wielu okręgach), natomiast zupełnie nie załatwiają innych pretendentów, których było sporo, a będzie znacznie więcej – a każdy z nich, choćby najbardziej skrajnie prawacki, odbiera głosy opozycji, a w żadnym stopniu nie PiS. Albo rzeczywisty pakt zawrzemy w każdym ze stu okręgów i otworzymy go jak najszerzej dla wszystkich pretendentów, traktując go jak rodzaj brakującej pierwszej tury wyborów, albo „osób trzecich” pojawi się tyle, że przegramy nawet tu, gdzie wygrać powinniśmy bez żadnych problemów.
  • Wszystko to wymaga społecznej zdolności do zakwestionowania politycznego przywództwa opozycji lub opatrzenia go warunkami. Na pozbawienie nas tej zdolności zgodnie, konsekwentnie i niezwykle skutecznie pracowały wszystkie partie polityczne i wszystkie media. Dziś jedynym autorytetem, który ma wpływ na nasze społeczne zachowania jest Donald Tusk. On zaś wypowiada rozmaite deklaracje. Niektóre mniej inne bardziej demokratycznie progresywne. Mówi np. o politycznym samobójstwie, które popełni każdy, kto wstawiając się za ofiarami przemocy na białoruskiej granicy potępi jej „obrońców”. Mówi również wreszcie o piekle kobiet, które trzeba przerwać i o śmierciach, za które odpowiada PiS. Jedno nam się podoba bardziej, inne mniej. Ale wspólnym mianownikiem wszystkich tych wypowiedzi są charakterystyczne figury: „osobiście tego dopilnuję”, „to wam ślubuję” i podobne. W odpowiedzi krzyczymy „Donald Tusk!” Słusznie? Prawdopodobnie – niby co innego mamy robić, nie bez racji uznając, że stawianie się własnym partiom to nienajlepszy pomysł przed wyborami. Ale daleko w ten sposób nie zajedziemy.

Demonstracje nie wystarczą. Apele są daremne

Jeśli Obywatele RP mają odpowiedzieć na wezwanie do demonstracji, to oczywiście popieramy je w całej pełni i takie jest nasze oficjalne stanowisko. Naszym zdaniem:

  • Hasłem powinna być żółta kartka dla opozycji;
  • Adresatem postulatu wspólnej listy powinna być przede wszystkim Platforma Obywatelska, bo od niej zależy najwięcej;
  • Demonstracje muszą służyć nie wyrażeniu zdania, które jest już wszystkim bardzo dobrze znane, ale proklamowaniu obywatelskich komitetów, które ogłoszą tworzenie wspólnej listy opozycji.

Jeśli przekroczymy krytyczną masę rozpoznawalnych społecznie autorytetów, jeśli znajdziemy wśród aktywnych partyjnych polityków (ale nie tylko wśród nich musimy szukać) pierwszych takich, którzy staną na wstępie do publicznych wysłuchań kandydatów do wspólnej listy, być może kula śniegowa ruszy. Inaczej ta cała heca nie ma żadnego sensu. Piszę to, mając za sobą wypełnione awanturami, kompletnie nieudane próby przed kolejno przegrywanymi wyborami samorządowymi, europejskimi, parlamentarnymi, prezydenckimi i znów parlamentarnymi. Obawiam się, że dobrze wiem, co będzie.

O autorze

Dlaczego obywatelskie media są ważne? Chwila prawdy: Google Trends - zestawienie częstości wyszukiwania polityków w internecie

W dziale Polityka

Jak będzie

Będziemy wszyscy wspierać nasz rząd. Słusznie. Bo to jest właśnie nasz rząd. Tak chcieliśmy przez

Czytaj »

Trójpodział władzy

Trójpodział władzy. To nie tylko niezawisłość sądów. To również kontrola rządu przez parlament. To między

Czytaj »

Policzmy się

11 września 2023 roku to kolejny dzień rozmów z wyborcami w ramach akcji „Policzmy się!”

Czytaj »

Stan rozmów

Jeśli wspólna lista opozycji jest niezbędna, a jest, to poważne rozmowy o niej należy prowadzić

Czytaj »

Wielkie udawanie

Nie wszyscy śledzą uważnie i interesują się sprawami publicznymi. Mają do tego prawo, choć budzi

Czytaj »

Eksperyment

KO (PO) deklaruje chęć utworzenia wspólnej listy. Inna rzecz, że te propozycje Tuska mają -na

Czytaj »
komitety obywatelskie

Rachunki krzywd i racja stanu

Podmiotem w wyborach musi być ruch obywatelski. Tylko on jest w stanie wygrać 276 mandatów, nie mówiąc o 305. I tylko on oraz jego przedstawiciele mają szansę zdobyć prawdziwe społeczne zaufanie, a ono przesądza o wszystkim. Musimy powtórzyć mobilizację i wynik z 1989 roku – inaczej przegramy wojnę nazajutrz po wygranej bitwie.

Czytaj »

Stan zagrożenia

Nad Europę i Stany Zjednoczone dotarła kolejna fala ekstremalnych upałów i towarzyszące jej inne zaburzenia

Czytaj »

Kosztowna nieobecność

Donald Tusk podsumował „na gorąco” i krótko czwartkowe „historyczne wydarzenie”, jak określił spotkanie przywódców europejskich

Czytaj »
wybory

Algorytm porażki

O Kaczyńskim, PiS-ie i całej tej zachłannej i pozbawionej skrupułów władzy pisać teraz nie będę.

Czytaj »
pieniądze za praworządność

Różne sposoby na samobójstwo

Wczorajsza „Polityka” przyniosła ważny wywiad Jerzego Baczyńskiego z Donaldem Tuskiem. Polityk w Polsce, który powie:

Czytaj »
Andrzej Duda

Orędzie Prezydenta

Oczywiście, że nie można mu wierzyć. Gdyby robił to, co powinien, by jego działania i

Czytaj »
jedna lista

Kanonada

Żądania wspólnej listy wyborczej całej opozycji powinny być adresowane przede wszystkim do KO i Donalda Tuska – bo jego wezwania do jedności to polityczna mimikra, a nie żaden realny plan. Żądania powinny dotyczyć tego, jak tę listę konstruować, by dla pozostałych partii udział nie oznaczał samobójstwa. Słychać te żądania dziś powszechnie, zwłaszcza w Gazecie Wyborczej, ale nie tylko. Tkwi w tym paradoks, o którym warto chwilę pomyśleć – dlaczego teraz, a nie np. przed wyborami w 2019 roku, skoro to wtedy sytuacja była jednoznaczna, a dzisiaj nie jest? Przede wszystkim jednak ów postulat przybrał dziś postać politycznej kanonady, w której m.in. sam wziąłem udział. Tusk wzywa, pozostali odmawiają i to oni są celem artyleryjskiego ostrzału. Jego efekt zaczyna już być widoczny w sondażach. To nie tylko niesprawiedliwie jednostronna polityczna nawalanka, ale i gra bardzo niebezpieczna. Tak grać nie wolno. Zarówno z pryncypialnych, jak i strategicznych powodów. W tej grze głosy wszystkich polityków brzmią fałszywie. Próbujmy patrzeć trzeźwo, bez uproszczeń, bez wypierania rzeczywistości. To nie jest tekst „tożsamościowy” i na pewno nie ku pokrzepieniu serc. To jest tekst o tym, jak być może da się wygrać, a jak na pewno nie.

Czytaj »
KOD; Komitet Obrony Demokracji; Prawybory

Do przyjaciółek i przyjaciół z KOD

Kandydujcie. Z obywatelskich list, nie z tych, które partie układają dla siebie. Zbudujmy obywatelską reprezentację, której głosu nie będzie już można po prostu zignorować, jak robiono to zawsze dotąd w odpowiedzi na wezwania do wspólnej listy, do prawyborów, do zdecydowanych działań poza parlamentem i do przeróżnych innych rzeczy – i jak zignorowano nasz głos z tą wyjątkową ostentacją, na którą w osłupieniu patrzyliśmy w czasie niesławnej, zawstydzającej i upokarzającej nas sejmowej owacji. Nie apelujmy już tylko do rozsądku i sumień polityków. Zmieńmy pozycje w ich kalkulacjach.

Czytaj »
aborcja

Mniejsze zło już nie istnieje

Z oskarżeniami swoich mamy oczywisty kłopot. Może jednak my wszyscy, którzy głosujemy we wciąż przegrywanych wyborach, chodzimy na demonstracje, robimy, co możemy lub chociaż myślimy, co zrobić się da, powinniśmy się wreszcie dowiedzieć, że politycy opozycji rozgrywają inny mecz niż my.

Czytaj »
Piotr Szczęsny

Kasprzak pisze do Tuska

W dniu 6 rocznicy wyborów z 2015 roku, kiedy PiS przejął samodzielnie parlamentarną większość po raz pierwszy w historii III RP (lub IV), Paweł Kasprzak w otwartym liście do Donalda Tuska formułuje 8 punktów możliwej mapy drogowej, która poprzez wyborcze zwycięstwo ma szansę zakończyć polski kryzys i polską wojnę.

Czytaj »