Władza na ulicy – nie teraz?

fot. Katarzyna Pierzchała


Wypada odpowiedzieć Cezaremu Michalskiemu. Jest zmorą tej nieistniejącej w Polsce debaty publicznej, że kiedy się pojawia jakaś propozycja, czyjaś próba sformułowania programowych lub choćby strategicznych projektów, wątek się rwie zanim się rozpocznie. Właśnie dlatego, że nikt nie odpowiada, nie słyszymy się nawzajem, nawet nie spieramy, nie ma kontynuacji, niczego. Michalski usłyszał, co jest chlubnym wyjątkiem, więc wypada usłyszeć i jego

Napisałem w Wyborczej, że władza leży dziś na ulicy, Michalski zaś twierdzi, że nie leży i pyta (na dowód), dlaczego jej w takim razie sam nie wezmę. Mój kłopot z odpowiedzią polega na tym, że pytanie choć miało być retoryczne, wyszło Michalskiemu idiotycznie. Odpowiedź jest aż nazbyt prosta – pomijając dość oczywisty fakt, że władzę brać w ten sposób chcą wyłącznie populistyczni autokraci, do których nie należę i wobec tego o czymś zupełnie innym pisałem, wziąć ją może oczywiście ktoś, kto ma na ulicę wpływ. To dziś zdecydowanie nie ja, ale raczej Ogólnopolski Strajk Kobiet i Marta Lempart, co zresztą Michalski jakoś przeczuwa, bo w widoczny i dość zabawny sposób budzi to jego grozę. Powiedziałbym też, że niezależnie od możliwych ocen szans obecny kryzys związany z prawami kobiet uczynił perspektywę zmiany władzy z pewnością bardziej realną niż kiedykolwiek w ciągu rządów PiS. To również Michalski przeczuwa i jego lęk z tym związany demonstruje się również zabawnie.

Fałsz agitacji opozycyjnego mainstreamu

Michalski pisze o niezbędnych warunkach upadku PiS, narzeka na radykalizm języka i postulatów protestów, pisze o koniecznej jednej liście opozycji – w jego tekście ten postulat jest sprawą główną. Nie jestem pewien, czy Michalski przeczytał tylko ten jeden mój tekst w Wyborczej – wydaje mi się, że nie, bo skądś się przecież dowiedział, że to moją zasługą było rozbicie KOD, słyszał też coś o starcie do Senatu wbrew kandydatowi PO. Nawet jednak w samym tym jednym tekście powinien Michalski zauważyć próbę sformułowania założeń strategii ruchu protestu, powinien też zobaczyć, że w dużej mierze jego i moje założenia są wspólne.

Ja tę wspólnotę dostrzegłem z pewnym zażenowaniem, bo Michalski mnie jawnie nie cierpi, co zwykle domaga się wzajemności, a w dodatku wypisuje rzeczy tak niemądre, że odnosić się do nich jest niezręcznością o czysto intelektualnym charakterze. Jedna lista była wszakże silnym elementem również moich postulatów. Minimalistyczne określenie celów było kolejnym. W moim tekście pojawił się nawet Senat i marszałek Grodzki jako drugi z możliwych ośrodków działania opozycji. Inicjatywa, o którą prosiłem, miała dać Grodzkiemu wpływ na tę tak dla Michalskiego niepokojącą ulicę. W ten sposób to Grodzki – nie ja – mógłby proces przejmowania władzy rozpocząć. Te rzeczy Michalski zauważyć musiał, a jednak był łaskaw je wszystkie pominąć i to dlatego uważam, że jego tekst jest zwyczajnie nieuczciwy.  Czytając, nie wierzę więc ani jednemu słowu.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Brak zgody na powtórkę z Szydło


Mam oczywiście również inne niż osobista niechęć Michalskiego powody do tej niewiary. Pisze więc Michalski np., że sondaże pokazują jak „niepisowski elektorat” dzieli się dziś między PO, a Hołownię, co Michalski uważa za prezent dla Kaczyńskiego. To oczywiście nieprawda – nie to pokazują sondaże i Michalski (nie wierzę, by mogło być inaczej) dobrze o tym wie. PiS w sondażach spada, rośnie zaś zarówno PO, jak Polska 2050. Przepływ następuje z PiS do Hołowni i to wygląda na najsilniejszy dzisiaj trend. Nie widać w danych by Hołownia odbierał głosy Budce – niezależnie od tego, jak łatwe byłoby dziś to zajęcie.

Michalski wyraźnie sygnalizuje własne poinformowanie o kuluarowej polityce – m.in. o relacjach w zespole Rady Konsultacyjnej powołanej przez OSK. Należę do tej rady. I jeśli cokolwiek tu jest na rzeczy w pogłoskach o różnicach i napięciach, to należałem i należę do tych, którzy chcą konkretnych, politycznych rozwiązań obecnego konfliktu i twierdzą, że dialog z politykami i ich inicjatywa jest koniecznością. Michalski jednym tchem wymienia Michała Koboskę i Kubę Wygnańskiego jako zaangażowanych w partyjną inicjatywę Szymona Hołowni, co jest nieprawdą kolejną. Wygnański był i pozostaje dbającym o polityczną bezstronność działaczem społecznym i wyjątkowo krzywdzącą oraz szkodliwą nieuczciwością jest ubierać go w jakiekolwiek partyjne majtki. Trzeba by było podobnymi do powyższych przypisami opatrzyć niemal każde zdanie z tekstu Michalskiego, tyle jest tam nieprawd, więc może dam spokój wyliczankom. Ważniejsze jest dostrzec, po co Michalski pisze to wszystko. Pominięcia, przeinaczenia i nieprawdy są bowiem bardzo charakterystyczne i w dekonstrukcji niezmiernie łatwe.

Polityczna konkurencja w tle aborcji i pandemii

W 2019 roku start trzema blokami oznaczał dla opozycji pewną porażkę i wiedzieli o tym wszyscy partyjni sztabowcy oraz komentatorzy, do których Michalski się zaliczał. Wystarczyło przez d’Hondta przemnożyć wyniki wszystkich ówczesnych sondaży. Jednej listy domagaliśmy się jednak wówczas wyłącznie my, Obywatele RP, pikietując wszystkie trzy partie w tej sprawie i budząc tym zgrozę lub wyniosłe milczenie także u Michalskiego. Dziś jednak kalkulacje d’Hondtem obecnych wyników sondażowych nie dają zwycięstwa PiS. Tworzą inny kłopot – trzeba by się mianowicie z Hołownią dogadać, by mieć większość. Może nawet – o, zgrozo! – jako mniejszy koalicjant.

Wybory europejskie przegraliśmy w wyniku błędu Biedronia – pisze Michalski łaskawie, bo wśród winowajców mógł przecież wymienić Jażdżewskiego i jego antyklerykalne wystąpienie, film Sekielskich, tęczowe Madonny Eli Podleśnej i cipomaryjki w Gdańsku. Michalski udaje niewiedzę, kiedy nie wspomina, że zsumowane głosy KE i Biedronia to mniej niż głosy PiS w wyborach europejskich, które dla eurosceptycznego PiS powinny być nie do wygrania.


Michalski udaje wariata, kiedy nie widzi, że obecna w KE Barbara Nowacka nie wniosła do niej żadnych lewicowych głosów, a raczej sama straciła całą własną, jeszcze niedawno sporą wiarygodność. Błąd Biedronia – i o tym Michalski wie dobrze, a tylko tego nie mówi – polega na tym, że Biedroń odmówił politycznego samobójstwa i nie siadł w zamkniętym gabinecie do targów ze Schetyną o kilka biorących miejsc na listach. Mógł przecież, frajer, dostać ich od Schetyny więcej niż ich dostał od wyborców poddanych absurdalnemu akurat w tamtych wyborach szantażowi o „rozbijaniu głosów”. Z trudną do uwierzenia i doprawdy „heroiczną” konsekwencją Michalski brnie w formułę koalicji dyktowanej przez PO. Akceptuje cięcie „radykalnych” skrzydeł choćby za cenę utraty „radykalnych” wyborców, bo to następuje nieuniknienie. Oskarża więc PSL o nieodpowiedzialność i rozbicie jedności w wyborach parlamentarnych, choć PSL tracił w proponowanej koalicji tak samo wszystko, jak straciła Nowacka i straciłby Biedroń. Powołuje się na sukces „paktu senackiego”, choć on był w istocie dyktatem przynoszącym w rzeczywistości kilkuprocentową średnio utratę w stosunku do elektoratów partii opozycji głosujących do Sejmu. Po co to robi? Ano po to, by skłonić do politycznego samobójstwa Hołownię – bo to on jest w istocie przedmiotem jego największej troski. A nie populizm Kasprzaka. Bo Kasprzak żadnego znaczenia dziś nie ma – co jak co, ale to Michalski wie dobrze.

To więc nie Wygnański ubrał się w majtki Hołowni, to tylko Michalski spowity w seksowny błękit PO robi to, co PO robiła zawsze – tnie skrzydła. Aspirując do przywództwa w opozycji zdecydowana wchłaniać lub niszczyć konkurencję dokładnie tak, jak u siebie robi to Kaczyński.

Ideologia w tle

Pisze Michalski o zaledwie 22% Polaków popierających w sondażach postulat liberalizacji aborcji, podczas, gdy wyraźna większość opowiada się przeciw całkowitemu zakazowi i przeciw decyzji Przyłębskiej. Cóż, w niektórych innych badaniach poparcie dla liberalizacji prawa aborcyjnego przekracza 30%, ale zostawmy drobiazgi. W swej „niecałej prawdzie” nie dostrzega Michalski ani tego, że dzisiejszy elektorat PO to jakimś cudem jednak nieco mniej niż owe 22%, ani tego, że te same 22% to z kolei wyraźnie mniej niż suma poparć dla PO i Lewicy. I to jednak zostawmy – z sondażami tak bywa, że zawsze ujawniają niekonsekwencje w poglądach badanych. Są w badaniach inne rzeczy.


PRZECZYTAJ TAKŻE: To się wywróci, ale nie tak szybko, jaknam się wydaje


Tego rodzaju powierzchowne siłą rzeczy sondaże nabierają znaczenia dopiero w trendach. Z tej perspektywy warto byłoby zauważyć – skoro uznaje się za stosowne wymądrzać się w tej sprawie – że np. w lutym 2019 za liberalizacją opowiadała się większość ankietowanych i że wynik ten stopniał szybko, kiedy rozpoczęły się polityczne kampanie, w których doprawdy trudno powiedzieć, czy bardziej decydowało antyaborcyjne ujadanie pisowskiej propagandy, czy pieprzenie o nieważnych „tematach zastępczych” ze strony zwłaszcza właśnie PO. Wygląda jednak na to, że decyduje to drugie. Ów przełomowy wynik zawdzięczaliśmy nie tyle zmianom wśród wyborców prawicy (zauważalnym, ale przecież powolnym), co bardzo wyraźnym wśród wyborców PO (bo to oczywiście właśnie tu ogromna większość opowiadała się za liberalizacją). To im zatem przeszedł ów niedawno nabyty „radykalizm” w toku politycznych „bitew o wszystko”, w których o „tematach zastępczych” należy zapomnieć. To przede wszystkim chciałbym polecić uwadze Michalskiego i uwielbianych przezeń „herosów zjednoczenia” z PO. Nie sądzę, żeby ktokolwiek w tym towarzystwie zdawał sobie sprawę, jakie zło sprawia gadaniną o „kwestiach światopoglądowych”.

Wraz ze skrzydłami tnie więc również Michalski zawartość mainstreamowej politycznej poprawności, a to jest co do konsekwencji nieporównanie gorsze od wycinania konkurencyjnych ekip.

W stronę strategii

Jest jedna rzecz, którą widzę z Michalskim identycznie. Znaczna część wyborców PiS, w niektórych badaniach większość, potępia decyzję Przyłębskiej i zakaz aborcji. To najcenniejszy dar Kaczyńskiego dla opozycji, bo on odbiera resztkę legitymacji jego władzy. Z tych względów koncentracja na tym postulacie miałaby sens ogromny – gdyby tylko była możliwa. Znalezienie takiej możliwości postulowałem w tekście, na który Michalski (rzekomo) odpowiada. Widziałem tę możliwość w Senacie i w dającej się tam wypowiedzieć (orędzie Grodzkiego docierające do wyborców PiS) ofercie natychmiastowego rozejmu w wojnie niechcianej przez wyborców PiS, a rozpętanej przez Kaczyńskiego – koniecznego wobec zagrożeń pandemii. Tę ofertę odrzucono bez rozmów – rozmów nie dało się nawet podjąć, choć nie ja jeden próbowałem, o czym Michalski prawie na pewno wie również.

Michalski obserwuje spadkowe tendencje protestu i opisuje je, jakby naprawdę wierzył, że powściągnięcie języka byłoby tu rozwiązaniem. Otóż nie może nim być, bo protest i wszystkie jego cechy są formacyjnym doświadczeniem pokolenia, które ostatnio wyległo na ulice w sporej mierze dzięki Morawieckiemu i decyzjom o zamknięciu szkół. Ów radykalizm – najczęściej wyłącznie werbalny, ale często również światopoglądowy – jest jego znakiem rozpoznawczym. Spadkowe tendencje charakteryzują każdy protest – zwłaszcza wtedy, kiedy demonstracje przynoszą rozczarowanie, nie osiągając spełnienia postulatów. Po wielkich demonstracjach z 30 października – przestrzegałem przed tym wielokrotnie – każda następna po prostu musi być słabsza i jest krytycznie ważne, by potencjał protestu skierować w inną stronę niż tylko wyrażanie własnych poglądów. Jedną z ważniejszych dla mnie danych jest w kontekście dynamiki ruchu protestu ta, że 30% badanych uważa, że protest będzie bezskuteczny. Jeśli rzeczywiście będzie, wzrośnie grono ludzi wytresowanych w wyuczonym pesymizmie i przekonanych, że na rzeczywistość nie ma żadnej rady. Bo większość tych, którzy krzyczeli „wypierdalać” najwyraźniej szczerze sądziło, że rząd od tego rzeczywiście upadnie. Otóż nie upadnie w wyniku samych tylko nawoływań i wojowniczość sformułowań haseł nie ma tu nic do rzeczy. Tam więc, gdzie ja proponuję polityczne inicjatywy zmierzające do przedterminowych wyborów, Michalski szansę widzi w zwarciu szeregów wokół PO – partyjnie – i wokół „kompromisu” – ideowo.

Im gorzej, tym lepiej

Jest przy tym charakterystyczne, że niczego innego nie proponuje. Nie zająknął się słowem na temat pandemicznego kontekstu, choć twierdzi, że odnosi się do mojego tekstu, a w nim właśnie pandemia była problemem głównym i najważniejszym powodem do rozejmu, którego konieczne warunki trzeba pilnie wyartykułować. To jest najbardziej dla mnie przerażający wymiar strategii PO, którą – jestem przekonany – Michalski streścił. Bo, że ją streścił, widać choćby po wymienionym w tekście Kubie Wygnańskim. Wygnański wystąpił również do Senatu z bliźniaczo podobnymi wnioskami. Tyle, że o tym nie pisał publicznie, a swoim zwyczajem „suflował” w osobistych kontaktach. W odpowiedzi publicznie piętnuje go Michalski jako rozbijającego jedność dywersanta od Hołowni. Taką zatem recenzję musiał Michalski usłyszeć od znajomych z PO, a ma ich – w to wierzę bez trudu – więcej niż ja i lepiej zorientowanych.

Strategia „heroicznie jednoczonej opozycji” ma zatem polegać na recenzowaniu rządu w oczekiwaniu, że on się przewróci pod ciężarem kryzysu. Obok w portalu wiadomo.co Radosław Markowski wyraził to wprost – ten się przynajmniej nie boi, pisze wprost i uzasadnia to oczywiście niepusto. Owszem, to się może zdarzyć. Za jaką jednak cenę, nie chcę nawet myśleć, choć bardzo się obawiam, że wkrótce wszyscy będziemy myśleć wyłącznie o tym, kiedy skutki pandemii dopadną nas na dobre.

Być może da się liczyć na upadek rządu Morawieckiego, jednak zakładać, że skorzysta na tym PO byłoby sporą naiwnością. Równie dobrze Ziobro z Konfederacją i gotową wdziać brunatny kostium tą częścią PiS, gdzie się wciąż tęskni za złotymi czasami Szydło, mógłby być wygranym w obecnym parlamencie. W nowych wyborach, które rozpisze upadająca w chaosie władza, wróżby wydają się jeszcze mniej pewne.

Proponowane przez Michalskiego zwieranie szyków jest w rzeczywistości nie realistycznym trwaniem przy sprawdzonych, choć nienajlepszych wzorcach – jest skrajnie nieodpowiedzialnym igraniem z ogniem w chaosie. Trzeba dzisiaj po prostu wziąć odpowiedzialność, bo tego potrzebujemy. PO nie zbuduje zresztą wiarygodności na demonstrowanym dzisiaj kunktatorstwie. Przegra. Już przegrywa.

Uwiąd i cenzura

Kluczowe dzisiaj sprawy są trzy. Pandemia i jej skutki jest pierwszą z nich. Kryzys polityczny i konstytucyjny wręcz impas w sprawie aborcji jest drugą. Trzecią jest wygrywająca strategia w wyborach – tu dorobiliśmy się wyłącznie recept na klęskę nawet wtedy, kiedy na opozycję głosuje większość. We wszystkich tych sprawach jakbyśmy się umówili unikać dyskusji i propozycji. Zaniechania obciążają zarówno polityków opozycji jak i ludzi mediów – z Cezarym Michalskim włącznie.

Pandemię zostawię, bo choć ona jest najważniejsza, to jest okolicznością nagłą i nową. Tu powinno być jasne, że na władze liczyć się nie da, a rozmiar przewidywalnej katastrofy jest tego rodzaju, że recenzowanie władzy oznacza w gruncie rzeczy współodpowiedzialność za skutki jej zaniechań – tu trzeba działania i nie jest oczywiście prawdą, że opozycja jest bezbronna dlatego, że PiS ma większość w parlamencie. Opozycja ma Senat, część samorządów i mogłaby mieć autorytet zapewniający posłuch. Nie ma rozumu. I nie ma jaj.

Aborcja. Dwa lata temu po dekadach ciężkich zmagań gigantycznej transformacji dokonała w tej sprawie Irlandia. Stało się to z udziałem parlamentu, ale również z wykorzystaniem „trzeciej izby” – czyli „obywatelskiego zgromadzenia” (citizen’s assembly jest tu nazwą lepszą niż polskojęzyczny panel obywatelski), którą akurat Senat mógłby w Polsce powołać właściwie natychmiast. Kluczową rolę odegrało również referendum, którego wynik był miażdżący, choć pytanie dotyczyło wprost wyłącznie odblokowania konstytucyjnego zakazu liberalizacji. Choć od tego wydarzenia minęły dwa lata, nie widzę w polskich mediach – przy wszystkich tych hecach wokół aborcji w Polsce – ani jednego rzetelnego omówienia tego, co zrobiono w Irlandii i co mogłoby być możliwe w Polsce. Nawet wzmianek o tym nie widać.

Przypomnę więc, że jeszcze chwilę przed tamtejszymi rozstrzygnięciami żadne sondaże nie pokazywały w Irlandii przewagi zwolenników uwolnienia aborcji. Jednak wśród około setki statystycznie dobranych przedstawicieli irlandzkiego społeczeństwa w „trzeciej izbie” znalazł się raptem jeden „obrońca życia” tak radykalny, że aborcję uznał za niedopuszczalną w żadnym momencie ciąży nawet w przypadku zagrożenia życia kobiety. Ujawniła się również czwórka „radykałów” dopuszczających aborcję w każdym momencie z dowolnych powodów. Ogromna większość opowiedziała się za rozwiązaniem tylko o krok mniej radykalnym – za aborcją „na życzenie” do 22 lub przynajmniej 12 tygodnia. Odpowiedzi na pytania o dopuszczalność aborcji w innych okolicznościach pokazywały oczywiście tylko większą przewagę zwolenników liberalizacji. „Zgromadzenie obywatelskie” miało gigantyczny wpływ na opinię publiczną – tę zaskakującą w stosunku do sondaży decyzję podjęło bowiem grono „zwykłych ludzi” (people like us), którzy w odróżnieniu od ogółu innych zwykłych ludzi mieli szanse zapoznać się ze wszystkimi, również bardzo skrajnymi poglądami, wysłuchać argumentów, przeanalizować dane i wreszcie porozmawiać ze sobą. To byli ludzie, którzy nie zabiegali przy tym o popularność, żadnych politycznych karier nie robili – po prostu odpowiadali na pytania, żeby rozwiązać problem. W tej sytuacji referendum przyniosło miażdżące zwycięstwo prawu o pełnym dostępie do aborcji i niezwykle silną społeczną legitymację parlamentowi, który je uchwalał.


PRZECZYTAJ TAKŻE: Upadek


Model oparty na doświadczeniach irlandzkich proponowaliśmy i proponujemy dziś. O tym jednak wciąż cicho zarówno na politycznej lewicy, jak w centrum. Publicyście Michalskiemu powinno być jednak wstyd, że nie napisał o tym słowa. Nie jemu jednemu oczywiście. Irlandią powinniśmy się zaś interesować choćby dlatego, że pomimo tego rozstrzygnięcia tamtejsze wersje Ordo Iuris nadal prowadzą kampanię, zastraszaniu ulegają lekarze i kobiety, napięcie nie zniknęło bez śladu. Ja sam wyprowadzam z tego wniosek, że legitymacja i status prawa o aborcji muszą być w Polsce silniejsze niż tam – Michalski oraz podobni mu „publicyści centrum” oraz politycy robią natomiast najwyraźniej wszystko, by żadne wnioski wyprowadzone nie zostały. Ciąć skrzydła – to wszystko, co ma wiedzieć „rozsądny centrysta”.

Wybory i jedna lista. Otóż dało się oferować Biedroniowi uczciwą, a nie zabójczą ofertę połączenia list z PO. W otwartych i międzypartyjnych prawyborach. Przez kilkanaście lat tę strategię niezwykle skutecznie stosowała kompletnie wcześniej rozbita, skompromitowana i pozbawiona szans centrolewica włoska – i była to strategia, która przyniosła szereg miażdżących zwycięstw. Ktoś o tym kiedykolwiek miał szansę dowiedzieć się z polskich mediów? Słowa o tym. I choć Michalski odpowiada – jak twierdzi – na mój tekst w Wyborczej, to tam o prawyborach jest mowa. W tej kwestii jednak obowiązuje ta sama niepisana umowa – nie dyskutować, milczeć, tej propozycji nie ma.

Polityczne centrum i medialny mainstream tkwi w tej sposób w intelektualnej impotencji, w której da się wyłącznie powtarzać zaklęcia o jedność i paść kunktatorską impotencję rzekomo centrowych polityków PO.

Płaska Ziemia w politycznym centrum Wszechświata

Twierdzić dzisiaj, że zwycięstwo opozycji jest możliwe wyłącznie wtedy, kiedy Hołownia z Biedroniem zapiszą się do PO lub w podobny sposób przystąpią do koalicji, jest jak bronić teorii o płaskiej Ziemi.

Cezarego Michalskiego czytam od dawna. Dość często z przyjemnością, niemal zawsze z uwagą. Fascynująca wydaje mi się ewolucja jego poglądów. To jest oczytany człowiek, choć – jak mi się zdaje – mamy nieco odmienne zestawy ulubionych lektur. Michalski jest bardzo inteligentny, a nie poniżej przeciętnej – zwłaszcza jeśli za punkt odniesienia weźmiemy kwalifikacje naszych polityków. Jak to możliwe, że jest płaskoziemcą? Otóż wcale nie jest.

On tylko ubrał się w partyjne majtki, zawziął się i uparł, wierząc, że tak trzeba. Co go przywiodło do tej rozpaczliwej kondycji? Tego nawet nie chcę dociekać, bo choć on mnie nie cierpi, ja go lubię od dawna. Ważne i dość przerażające jest, że nie on jeden tak się uparł. Ważne, że piętnuje i palcem pokazuje ubranych w inne gacie kolegów. Dostało się Wyborczej. Bo publikuje „manifest Kasprzaka” oraz dlatego, że jej oszalali na radykalizm dziennikarze fałszywie opisują protest kobiet. Politycznie centrowy portal wiadomo.co wyklucza więc z centrum – to proponuje Michalski – nie tylko pieniacza Kasprzaka, ale również Gazetę Wyborczą. Brawo!

Total Page Visits: 8 - Today Page Visits: 7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *